Cathy próbuje odbudować swoje życie po rozwodzie i już wkrótce ma zamiar wziąć ślub z mężczyzną swoich marzeń. Niespodziewanie w drzwiach pojawia się dobrze
Jerry spotyka przed swoim domem zamaskowanego mężczyznę i dochodzi do wniosku, że ktoś chce go zabić. Czy zdoła odkryć prawdę zanim będzie za późno?
Dziewczyna z prowincji, Frankie Cochran, zakochuje się w przystojnym Davidzie Gehrardzie, z którym ma nadzieję spędzić cale życie. Wkrótce marzy już tylko o
Ostrzegam: opisuję brutalne metody oraz treści nieodpowiednie dla wrażliwych lub niepełnoletnich odbiorców.Historia, którą Wam opowiem, z pozoru jest jednozn
. Polki zafundowały ponad dwutysięcznej widowni prawdziwy horror, trwający ponad dwie i pół godziny. Pojedynek zakończył się szczęśliwie dla gospodyń, które w niedzielę (początek, godz. czeka jedno z najważniejszych spotkań w ostatnich latach. Jeśli wygrają z Serbią, to wystąpią w turnieju olimpijskim w Tokio. W przypadku niepowodzenia, będą miały jeszcze drugą szansę na wywalczenie kwalifikacji - w turnieju kontynentalnym. W pierwszym secie gospodynie długo nie mogły wejść na swój poziom, a gdy już zagrały dwie, trzy udane akcje z rzędu, seryjnie popełniały proste błędy. Niezbyt udany początek zanotowała Magdalena Stysiak, która w piątek w spotkaniu przeciwko Portoryko z powodu urazu stawu skokowego szybko opuściła parkiet. W sobotę też została szybko zmieniona, ale z innego powodu – w bardzo krótkim okresie popełniła trzy błędy w ataku i jej miejsce zajęła Natalia Mędrzyk. Polski zespół warunkami fizycznymi wyraźnie przewyższały rywalki, ale na boisku tego nie był widać. Podopieczne Jacka Nawrockiego miały spore kłopoty z zatrzymanie ataków rywalek, które przy dobrym przyjęciu, potrafiły grać bardzo szybko. Azjatki imponowały też niesamowitym poświęceniem w obronie, co zresztą jest charakterystyczne dla drużyn z tego kontynentu. Nie było dla nich straconych piłek, dlatego niektóre wymiany ciągnęły się w nieskończoność. Wynik przez niemal całą partię oscylował wokół remisu. W końcówce seta nie myliła się już Klaudia Alagierska, Malwina Smarzek-Godek, a decydujący punkt zdobyła z przechodzącej piłki Martyna Grajber. Podobnie wyglądała druga odsłona, choć w pewnym momencie wydawało się, że biało-czerwone mają już kłopoty za sobą, ale przy prowadzeniu 14:12 gra Polek posypała. W ogóle nie funkcjonował blok – w dwóch setach gospodynie zdobyły zaledwie dwa punkty w tym elemencie. Trener Jacek Nawrocki szukał optymalnego rozwiązania na środku siatki, ale nie przynosiło to efektu. Tajlandki jeszcze przed drugą przerwą techniczną wyszły na prowadzenie i uzyskały kilku punktową przewagę, której przypilnowały do samego końca. W trzeciej partii biało-czerwone prowadziły 17:14 i znów pojawiła się niewytłumaczalna niemoc. Azjatki w ataku wykorzystywały nie siłę, ale spryt - skutecznie obijały blok lub posyłały plasy pod końcową linię boiska. Tajlandia prowadziła 21:19, jednak w końcówce Malwina Smarzek-Godek przypomniała swoje najlepsze momenty z ostatniej edycji Ligi Narodów i znów na tablicy pojawił się remis. Polki miały setbola, lecz po chwili to Tajlandia znów wygrywała. Sporo pracy mieli sędziowie od wideoweryfikacji, bowiem niemal każda akcja była sprawdzana. Przy stanie 27:26 mierząca zaledwie 178 centymetrów Chatchu-On Moksri skutecznie obiła ręce polskich zawodniczek i Tajlandki objęły prowadzenie 2:1. Kolejny horror Polki zafundowały w czwartym secie, który o mały włos, a przegrałyby na własne życzenie. Wreszcie poprawiły grę w bloku Prowadziły 20:15, potem seryjnie traciły punkty i rywalki doprowadziły do remisu (23:23). Na szczęście dla biało-czerwonych Moksri zepsuła zagrywkę, a w kolejnej akcji fantastyczną obroną popisała się Paulina Maj-Edrwardt, a w ostatniej akcji nie pomyliła się Mędrzyk. W tie-breaku Polki lepiej zagrały zagrywką, kilkakrotnie zapunktowały blokiem i od stanu 9:9 dominowały już na parkiecie. Polska: Joanna Wołosz, Klaudia Alagierska, Zuzanna Efimienko-Młotkowska, Magdalena Stysiak, Martyna Grajber, Malwina Smarzek-Godek, Maria Stenzel (libero) – Natalia Mędrzyk, Paulina Maj-Erwardt (libero), Agnieszka Kąkolewska, Martyna Łukasik, Katarzyna Zaroślińska-Król, Kamila Witkowska, Marlena Pleśnierowicz. Tajlandia: Pompun Guedpard, Thatdao Nuekjang, Pleumjit Thinkaow, Onuma Sittirak, Chatchu-On Moksri, Malika Kanthong, Pyianut Pannoy (libero) - Nootsara Tomkom, Wanitc Luangtonglang, Yupa Sanitklang (libero), Wilavan Apinyapong. Źródło: pap
Hurkacz i Melo wyszli na kort niespełna godzinę po występie Polaka w grze pojedynczej. Po drugiej stronie siatki mieli rywali rozstawionych z numerem 3. Doświadczonych, utytułowanych deblistów z wielkoszlemowymi tytułami na koncie. To zapowiadało wielki, twardy bój. Nikt nie spodziewał się jednak, że rozwinie się on aż w taki sposób. I że będzie w nim aż tyle emocji. Pierwszą partię lepiej zaczęli rywale, którzy przełamali "nasz" duet w trzecim gemie. Hubert i Marcelo natychmiast jednak skontrowali i za chwilę mieliśmy remis 2:2. Do końca tego seta nie było już dalszych breaków i wszystko miało się rozstrzygnąć w tie-breaku. Polak i Brazylijczyk prowadzili w nim 4–1, ale rywale doprowadzili do remisu 4–4. Trwała zażarta walka punkt za punkt. Po chwili zaczęły się setbole. Hurkacz i jego partner mieli je przy stanie 6–5, 9–8 i 10–9. Przeciwnicy marnowali swoje szanse, gdy było 7–6, 8–7, 11–10 i 12–11 dla nich. Ostatecznie piątą okazję jednak wykorzystali. Cieszyli się z sukcesu przy stanie 14–12. Druga partia do 4:4 również była niezwykle wyrównana. Wówczas Hubert i Marcelo w dziewiątym gemie postarali się o breaka i za chwilę zamknęli tego seta. O wszystkim decydował supertie-break. I tu działy się cuda. Peers i Polasek wyszli na prowadzenie 2–0, które pogłębiali do 6–3 i 8–5. Hurkacz i Melo wyrównali na 8–8, ale za chwilę ich konkurenci mieli meczbola. Hubi i tenisista z Barcelony walczyli, zlikwidowali zagrożenie i sami znaleźli się o jedną piłkę od sukcesu, gdy wyszli na 10–9 oraz 11–10. Mieli do dyspozycji swój serwis. Niestety oba rozdania przegrali, a potem Australijczyk i Słowak wygrali trzecią akcję z rzędu. Szkoda, bo było tak blisko sukcesu... Z drugiej strony może to i dobrze z tego punktu widzenia, że Hubi będzie się mógł skoncentrować na singlu. Tym razem nie powalczy o dublet, ale na pewno będzie świeższy w kontekście rywalizacji z Asłanem Karacewem i, mamy nadzieję, dalej. A swą postawą i walką do końca, do ostatniej kropli krwi w konfiguracji z tak doskonałymi deblistami dookoła wrocławianin i tak udowodnił już, co deblowo potrafi. Przyszłość, jeśli poświęciłby tej konkurencji więcej uwagi, również jest "mastersowa". I kto wie, czy nie doczekamy się kiedyś sytuacji, że w ATP Finals Hurkacz wystąpi w dwóch konkurencjach!
Od środy, 22 czerwca, na platformie HBO można oglądać najnowszą produkcję dotyczącą katastrofy w Czarnobylu. "Chernobyl: The Lost Tapes" to zbiór niepublikowanych wcześniej zdjęć i ujęć, przedstawiający potworny obraz samej katastrofy, ale też tego, co działo się wiele lat po niej. Twórca filmu, James Jones, dotarł do świadków tragedii, którym udało się ją przeżyć. Jednym z nich jest Nikołaj Kaplin, jeden z tzw. likwidatorów, czyli osób, które miały usunąć skutki katastrofy. "Rozkaz został wydany – to było samobójstwo. Nikt nic nie wiedział, szliśmy do piekła. Nie mieliśmy odpowiedniej ochrony. Prędzej czy później wszyscy mieliśmy oznaki choroby - wymioty, kaszel, skrajne wyczerpanie. Piątego dnia zacząłem wymiotować i krztusić się" - mówi. Katastrofa w Czarnobylu: śmierć w męczarniach Film ukazuje wstrząsające zdjęcia niemowląt, leżących w inkubatorach, których ciała są pokryte zielonymi plamami, żołnierzy leżących w agonii na podłodze szpitala, dzieci umierających na nowotwory i takie, które rodziły się z potwornymi deformacjami. Autor dokumentu, wielokrotnie nagradzany filmowiec, skupia się też na aspekcie politycznym i pokazuje, do czego doprowadziła rosyjska propaganda i kłamstwa. CZYTAJ TAKŻE: Nosił za Putinem walizkę nuklearną, teraz umiera. Wadim Zimin znaleziony w kałuży krwi Przenosimy się z Warszawy do Czarnobyla. Mija 35 lat od wybuchu w elektrowni jądrowej Czarnobyl: 36 lat od tragedii W nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 w jednym z reaktorów Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej doszło do awarii, w wyniku której przegrzał się rdzeń reaktora i doszło do wybuchu. Następstwem wybuchu był pożar. Niemal 150 tysięcy kilometrów kwadratowych terenu położonego na pograniczu Białorusi, Ukrainy i Rosji uległo skażeniu promieniotwórczemu. Mówi się, że z powodu katastrofy zginęło około 200 tysięcy osób. CZYTAJ TAKŻE: Rosjanie budują "Arkę Noego"! Przyjaciel Putina ostrzega: "Idzie wielka powódź" Sonda Serial Czarnobyl - oglądałeś? Tak! Nie Muszę nadrobić zaległości!
to był prawdziwy horror